poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 8

EDIT: Rozdział jutro, zapewne w godzinach porannych :) (17.07)
EDIT. Rozdział powinien pojawić się w okolicach 19-20, przepraszam za "utrudnienia"



Cześć wam :) 
Mam nadzieję, że macie się wspaniale.
 Oddaje w wasze ręce kolejny rozdział, który do ciekawych nie należy zdaje mi się, że jakoś tak wypadałam... Wakacje, te sprawy, źle ze mną. 
No nic, um nadrabiam zaległości na waszych blogach jednak idzie mi to jak krew z nosa, wybaczcie :)
Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że opisy miast, są po prostu moim własnym wymysłem. :)

I zapraszam was jeszcze na tłumaczenie, czegoś lekkiego shut up, Tomlinson :)

ROZDZIAŁ NIESPRAWDZONY!

I to tyle, naprawdę liczę na wasze słowa! :*

*

Wszystko na stole wydawało się być przepyszne. Dorodne warzywa i owoce, które swoimi kolorami praktycznie ozdabiały stoły jadalni. Kiełbasy, szynki świeże i pachnące zachęcały do spożycia, a białe, ciepłe mleko ogrzewało jego dłonie. Na samym wejściu wczesnym rankiem leciała mu przysłowiowa ślinka. Po tak dobrym śnie musiał zjeść porządne śniadanie, nie było nawet mowy, by tego nie zrobić. Niall w takie poranki nie potrafił myśleć o niczym innym, niż tylko jedzeniu. Lubił to, oczywiście nie uważał tego za swoje hobby czy coś, co w jego skromnym mniemaniu było już przesadą, ale lubił jeść, tak po prostu.
Pomieszczenie było ładne. Jasne ściany, na których można było podziwiać wiele obrazów nieznanych autorów. Była to raczej twórczość nowoczesna, która wzbudzała w gościach różnorodne uczucia, niż ta którą zna większość odwiedzających i ma określony przekaz. Niall nigdy nie znał się tak dobrze na sztuce, by stwierdzić jaki poziom utrzymują prace, więc przyjrzał się nim tylko pobieżnie i wrócił do śniadania. Jego zdaniem, czerwone zasłony psuły miły klimat, sprawiały, że do pomieszczenia wpadało mniej światła i wszystko wydawało się być ciemniejsze.
Bardzo powoli przeżuwał kanapkę, którą zrobił sobie kilka minut wcześniej. Raz po raz oblizywał usta rozglądając się, ponieważ po raz pierwszy od dawien dawna podczas posiłku myślał o czymś jeszcze. O Lei, która powoli, albo nawet już, skradała jego urocze, irlandzkie serce. Wczoraj wieczorem, chwilę przed tak zwaną ciszą nocną, wyciągnął z pokrowca gitarę. Czarną wykończoną w przepiękny sposób delikatnym srebrem. I snując dłońmi po gryfie, starał się wydobyć z instrumentu dźwięki prawie tak piękne jak dziewczyna.
Niall obiecał sobie wtedy, że nie pozwoli dziewczynie od tak odejść, nawet jeśli będzie go kosztowała największy wysiłek w jego życiu, to że wciąż na siebie wpadają musi  być jakimś znakiem. Chociażby, że idealnie do siebie pasują jako przyjaciele. I spoglądając na gitarę przyrzekł, że odda ją Harry’emu. Postara się, by gitara trafiła powrotem do prawdziwego właściciela. Tak piękny prezent mimo wszystko poruszał jego sercem, czy to możliwe, że Harry nic nie czuł oddając mu coś swojego? Coś na czym się gra i wydaje tak wspaniałe dźwięki?
Leila krzątała się po pokoju zjadając ostatni kęs kanapki z serem. W taką piękną pogodę nie chciała tracić czasu, więc spakowała do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i tym razem pokusiła się nawet, aby wziąć aparat. Myśli o chłopaku poznanym w samolocie uparcie strącała na dalsze plany, jednak gdy tylko jej wzrok padał na drzwi uśmiechała się pod nosem wiedząc, że jest tak blisko. Owszem, zdawała sobie sprawę, iż nie powinna mu całkowicie ufać, nawet jeśli wyglądał na kogoś porządnego, ale jej dzisiejszy humor na to nie pozwalał.
Obudziła się wypoczęta i spokojna wiedząc, że u jej ojca wszystko jest w jak najlepszym porządku – przynajmniej on tak uważał. Postanowiła dziś jeszcze zadzwonić do ciotki Violetty, która powinna w przyszłym tygodni niby tak od niechcenia wpaść do ich domu. Nie chciałaby, aby John poczuł się samotny.
Obrzucając pokój ostatnim spojrzeniem w ten poranek, wyprostowała swoją granatową spódniczkę w kropki i poprawiła czarny kołnierzyk białej bluzki. Czasami lubiła tak wyglądać - jak normalna dziewczyna, z szafki wzięła jeszcze ciemną torebkę i wyszła zamykając drzwi na klucz. Powoli dotykając trochę zakurzonej poręczy zeszła uważnie po schodach.  Każdemu kolejnemu kroku towarzyszył skrzyp, jakby schody były już wiekowe i zmęczone swoją pracą. Sam w sobie hotel wydawał się mieć wymieszane lata.
- Leila! – ktoś zawołał za nią więc odwróciła się energicznie chwytając w swoje zgrabne dłonie pasek od torebki – Cześć – wydyszał Irlandczyk, który pojawił się właśnie przed nią, a  następnie uśmiechnął się w sposób, który dotykał nawet jego morskich tęczówek. To był prawdziwy uśmiech.
- Hej – odpowiedziała dziewczyna odwzajemniając jego gest i niepewnie rozglądając się na boki. Nie, wcale nie chciała uciec, jednak czując na sobie jego wzrok zdawało jej się, że wszystko dookoła staje się mniejsze. Chłopak przestąpił z nogi na nogę, a Li znów zabrała głos – Wybieram się właśnie na miasto i…
- Mogę się zabrać z tobą? No wiesz razem będzie nam raźniej – uniósł brwi do góry, wkładając dłonie do kieszeni od spodni i chwiejąc się na piętach. Co swoją drogą nie było do końca kulturalne. Zielonooka z nikłym uśmiechem skinęła tylko głową, a zaraz potem usłyszała krótkie – poczekaj i zobaczyła pędzącego w górę schodów blondyna.
A on wpadając do pokoju nie mógł uwierzyć, że był w stanie z siebie to wydusić. Nie był nieśmiałym facetem, ale ta dziewczyna działała na niego tak bardzo onieśmielająco, że w pewnym momencie przeszło mu przez myśl, że najzwyczajniej w świecie odmówi.

~

- Niall – jęknęła po raz setny brązowowłosa ciskając w niego jednym ze swoich upartych spojrzeń – Naprawdę nie możemy odpocząć jeszcze przez pięć minut?! – trochę za bardzo się uniosła zwracając na nich uwagę kilku przechodniów, czego natychmiast pożałowała wzdychając z irytacją. Wywróciła teatralnie oczami, a chłopak stanął z zaciśniętą miną wpatrując się w nią z źle ukrywanym rozbawieniem. Musieli wyglądać naprawdę zabawnie.
- Kupie ci lody – zawołał chcąc udobruchać dziewczynę, na co ona przysiadła z powrotem na ławkę.
- Nie chcę, chcę odpocząć zwiedziliśmy już tyle miejsc  - przymknęła oczy, czując jak strużka wody spływa po jej plecach. Było koszmarnie gorąco, zdjęła z włosów okulary zakładając je na nos, a zaraz potem związała swoje długie włosy w koka, który rozpadł się natychmiastowo, a ona z braku sił podała się. Poczuła dłoń na ramieniu i iskierki, które podczas tego dotyku przemknęły po jej ciele niepostrzeżenie i wciągnęła powietrze, kiedy czyjeś dłonie przeczesały jej długie do pasa włosy. Niall wyjął z jej rąk gumkę i związał jej włosy w o wiele trwalszą podróbkę jej fryzury, z której wiele kosmyków wystawało na swój własny sposób. Było to jednak o wiele lepsze niż kok, który nie potrafił utrzymać się nawet przez nanosekundę.
- Dzięki – mruknęła zdziwiona, kiedy chłopak ponownie pojawił się przed nią, a on kiwnął tylko głową. Spędzili już ze sobą większą połowę dnia, co dla Lei przypominało raczej maraton. Niall mimo zmęczenia wchodził w każde ciekawe miejsce i robił tysiące zdjęć jej aparatem budynkom, pomnikom, nawet im. Pytania o ich rodziny były zbędne, rozmawiali o sobie swojej przeszłości planach, ale jakby wyczuwając w powietrzu coś co ich jeszcze łączy nawet nie pisnęli słowem o rodzinie. Po prostu zwiedzali świat w swoim doborowym towarzystwie, o którym na samym początku nawet nie śnili.
Waszyngton był specyficznym miastem. Stonowanym, bez reflektorów, reklam. Można by powiedzieć, że gasnął w blasku kolorów Nowego Yorku, jednak miał też swój ogromny urok wymieszany z powagą. To ona wznosiła go ponad wszystko inne. Zdawało się, że na ulicy brakuje pewniej, nieodłącznej części ludzi – ich uśmiechu. Tak jakby w pośpiechu w tym ogromnym, dostojnym mieście zapomnieli o tak cudownych i uprzejmych gestach w stosunku do innych ludzi. Natychmiast odgadywało się, kto był urodzonym w stolicy, a kto przebywał tutaj tylko chwilowo. Przez tych drugich przemawiało o wiele więcej entuzjazmu i dziecięcego zachwytu podczas oglądania metropolii. Każda z firm ścigała się o miano najlepszej w Dystrykcie. Wszystkie budynki były równie wielkie jak pewnie pieniądze , które był w nich przelewane na wszystkie możliwe strony – legalnie lub nie. W każdym miejscu na świecie, mimo wszystko to właśnie kasa gra ważną rolę.
Lei siedziała w niewielkim autobusie z nosem, praktycznie przyklejonym do szyby, wpatrując się w mijane obiekty. Była tak marudna, aż w końcu blondyn zgodził się wsiąść z nią na najbliższym przystanku i udać się właśnie w ten sposób do kolejnego obiektu. Obok niej, cicho siedział Niall martwiący się w duchu o przepracowanie mieszkających tutaj ludzi, a przecież i tak nie był w stanie nic na to poradzić. Tak tutaj już się żyło, świat nie zmieni się, gdy on pstryknie palcami nawet jeśli będzie tego ogromnie pragnął.  

~

Niall wyciągnął przed nich rękę próbując uchwycić aparatem wszystko na raz. Li, Biały Dom i siebie, jednak było to naprawdę nie lada wyzwanie. Nie chodzi już o sam fakt uchwycenia wszystkich, jednak o te włosy, które jak cieniutkie niteczki wcześniej prześlizgiwały się przez jego palce, a teraz intensywnie pachnąc japońskimi kwiatkami wpadały mu do oczu. Leila śmiała się widząc jego miny, gdy przeglądała poprzednie zdjęcia, a on naburmuszył się stojąc obok i wywracając oczami, trochę go to raniło, bo te wszystkie głupie miny wcale nie były jego inwencją twórczą.  
- Cześć mogę wam zrobić zdjęcie jeśli chcecie – doskoczyła do nich skośnooka kobieta wokół której pojawiła się natychmiastowo trójka dzieci. Leila wystraszona szeroko otworzyła oczy spoglądając na Nialla, a on szeroko uśmiechnięty oddał pani aparat. Spojrzała na niego wbijając mu łokieć w żebra, a on zmrużył tylko oczy, szepcząc
- Spokojnie, ona chce zrobić nam tylko zdjęcie – złapał ją delikatnie w pasie, przez chwilę wahał się, czy jego decyzja była dobra, ale Leila uśmiechnęła się i bez słowa wyprostowała się spoglądając na kobietę. Czuła jak jej skóra elektryzuje się pod bluzką, gdy jego dłoń dotknęła jej tali, było to coś czego nie potrafiła opisać słowami, nawet w swoich myślach. Coś, co odciągało ją od rzeczywistości i przyprawiało o szeroki prawdziwy uśmiech, który już dawno nie gościł na jej malinowych ustach. Był to uśmiech, który pojawiał się dzięki jej mamie, ukochanej i najwspanialszej, no i oczywiście wtedy, gdy była z ojcem, a wszystko było naprawdę piękne.
Minęło kilka dobrych minut, a kobieta wciąż robiła im zdjęcia ciesząc się przy tym w specyficzny sposób. Była tak bardzo uradowana, że nawet skaczące, zniecierpliwione wokół niej dzieci nie robiły na niej największego wrażenia. Niall spojrzał marszcząc brwi i coraz bardziej zdziwiony zachowaniem kobiety. Mogłoby się nawet zdawać, że wzięła ich sobie, za najlepszych modeli świata, cykając im fotki we wszystkich możliwościach aparatu dziewczyny. Zatrzymało się przy nich nawet kilka osób, szepcząc coś sobie na uszy i kiwając w ich stronę głową. Leila powoli stawała się niecierpliwa i zdenerwowana, zamierzała przerwać to wszystko i ruszyć dalej, było jeszcze tyle do zobaczenie przed nimi.
- Przepraszam, proszę opuścić to miejsce – usłyszeli wszyscy turyści kilka donośnych głosów powtarzających to samo. Oboje wstali, po czym Niall poszedł po aparat, a ciekawska brunetka stanęła bliżej mężczyzny w mundurze, chcąc dowiedzieć się o co tutaj chodzi. Zagryzła wargę, zakładając swoje okulary na nos.
- Jeśli mogę wiedzieć, o co chodzi? – zapytała świdrując go swoimi zielonymi oczami, on odwrócił swoją twarz spoglądając na nią uważnie i z nieodgadnionym wyrazem twarzy odpowiedział
- To jest Biały Dom, jak pani myśli? – zmierzył ją zimnym spojrzeniem brązowych oczu - Było ważne spotkanie z przedstawicielami innych krajów – dodał i oddalił się wciąż krzycząc, aby ludzie opuścili to miejsce. Leila wywróciła oczami rozgoryczona jego zachowaniem, nie lubiła ludzi, dołączających do swoich wypowiedzi słowa „ jak  pani myśli”. Wydawało jej się, że ludzie w delikatny sposób sugerują jej, że w ogóle nie myśli, co oczywiście było niezłym niewypałem, bo nikt nie myśli o wszystkim tak wiele jak Leila.
Usłyszała dźwięk swojego telefonu, więc czym prędzej otworzyła torebkę, by poszukać urządzenia, które wciąż dzwoniło. Kilka osób obrzuciło ją już spojrzeniem, ale co na to mogła poradzić? Kobiece torebki nigdy nie były łatwe w obsłudze. Na telefonie widniał napis „Nathan”, szatynka przełknęła ślinę i odrzuciła połączenie. Nie miała teraz ochoty na jakąkolwiek z nim rozmowę. Podniosła głowę uprzednio wrzucając komórkę z powrotem do torby i zaczęła szukać wzrokiem Nialla.
Wzięła głęboki oddech, przeskakując wzorkiem na każdego człowieka stojącego w zasięgu jej wzroku. Niestety, żaden z nich nie przypominał irlandczyka i powoli zaczynało być to niepokojące. Bardzo nie chciała zostać tutaj sama, to on ją tutaj przywlekł i nie bardzo pamiętała numery autobusów jakimi mogłaby wrócić. Coraz bardziej podenerwowana obracała się w wokół własnej osi. Cholera, przecież by nie zwiał prawda? Z jej aparatem?
–  Oh, Boże – westchnęła cichutko, wczepiając swoje kruche dłonie w ciemne włosy i przeczesując grzywkę, która już całkowicie uwolniła się spod gumki. Jej oddech przyśpieszył, teraz zaczęła się nawet martwić nie zważając na to, że zna go tak niewiele, i że ich spotkanie samo w sobie jest dość dziwne.
- BU! – słyszy tuż obok swojego ucha i podskakuje wpadając na niego, a następnie obracając się, desperacko machając rękoma by nie upaść. Niall chwyta jej nadgarstki w ostatniej chwili i przyciąga do siebie z szelmowskim uśmiechem, którego Leila wcześniej nie znała. Spogląda na niego z pod byka, a z jej płuc wyrywa się kilka głębokich oddechów.
- Nigdy. Więcej. Tak. Nie. Rób! – warczy kładąc swoje dłonie na jego ramionach, a kiedy sama czuje co właśnie zrobiła poprzez ciepło, odpycha go delikatnie od siebie, zdając sobie sprawę, że pewnie właśnie oblewa się szkarłatem.  
- Chodźmy stąd zanim, pogonią nas czymś innym – zaśmiał się ruszając w stronę skąd przyszli, kątem oka spoglądając na facetów w mundurach, którzy naprawdę zdenerwowani krzyczą na ludzi, którzy z całą pewnością w ogóle ich nie rozumieją. A Li nie odzywa się, zakładając ręce na piersiach i z naburmuszoną miną ciągnie się za chłopakiem, który tak swoją drogą jest naprawdę fajny.

19 lipiec 1987

Waszyngton jest ogromny! Przylecieliśmy wczoraj i zwiedziliśmy parę miejsc.
Niestety wydaje się jakby każdy człowiek tutaj miał oddzielną historię, nawet jeśli są rodziną. To trochę przerażające. Bobby mówił, że to przez ich pracę, ale widzę w jego oczach, sam martwi się, że przyszłość wszędzie będzie wyglądać właśnie tak. Wielkie firmy, miasta i tylko licząca się praca i pieniądze.

Wygoniłam go dziś z „domu”. Zapierał się rękami i nogami, jednak wyszedł, a ja odpłaciłam mu się za koncert, a później wyciągnęłam na spacer szarymi uliczkami. To wtedy, gdy zaczęło podać jak z cebra, nie wahając się chwycił mnie za dłoń i zaczęliśmy biec, jakbyśmy mogli razem uciec przed światem. 


Proszę o wasze opinię, każde słowo się przyda :)x

15 komentarzy:

  1. Ja naprawdę lubię twój styl pisania, jest taki... niepowtarzalny? o.O Sama nie wiem, po prostu pisz dalej i czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochammmmmmm <3 Opisujesz właśnie historie moich rodziców i sama mam taki pamiętnik mojej Mamy <3 To wspaniałe !!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, hej! Rozdział czytałam wczoraj, ale było już grubo po północy, więc nie miałam siły go skomentować. Wybacz więc, proszę, gdybym coś pomieszała vel o czymś zapomniała :)

    Pierwsze, co rzuca się w oczy to opisy Waszyngtonu - zarówno te narratorskie, jak i pochodzące z pamiętnika matki bohaterki. Podobają mi się, ponieważ nie skupiłaś się wyłącznie na 'suchym' przedstawieniu wyglądu ogromnego miasta, ale właśnie na jego mieszkańcach, którzy przecież są nieodłącznym elementem weduty, a o którym tak wielu z nas zapomina. Tak więc wielki ukłon w Twoją stronę ;)

    Ech, ile ja bym dała żeby ktoś tak wyciągnął mnie na miasto, chciał zobaczyć coś nowego, niesamowitego. W końcu też jestem człowiekiem z ADHD :D Ale nie! Większość woli zwiedzać trasę między monopolowym a ławką w parku ;/

    Wyobraziłam sobie scenę, w której Niall za wszelką cenę stara się sam zrobić zdjęcie i zmieścić w kadrze siebie, Leilę oraz monumentalny budynek :D I powiem szczerze, śmiałam się do laptopa xD Najbardziej jednak ucieszyłam się, gdy dziewczyna odrzuciła połączenie od Nathana ;)

    Dobra, na dziś tyle, bo mam jeszcze sporo do zrobienia ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały rozdział, zresztą jak zawsze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. wspaniały jak zawsze :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Heeeelllow!
    Oto ja, w przerwie między zajęciami na uczelni wpadła do mieszkania i co robię? No właśnie, czytam i komentuję Twój rozdział, bo kto wie kiedy będę miała ku temu okazje. Bycie studentem, pisanie i pracowanie za barem to mega wyzwanie dla mnie, więc czasem nawalam z komentowaniem, za to BARDZO, BARDZO, BARDZO, BARDZO przepraszam.
    Ja tam uważam, że Niall powinien nazwać jedzenie swoim hobby. Nie ma się czego wstydzić. Uważam, że dobre posiłki powinny być doceniane i szukanie coraz to nowszych smaków to dobry sposób nie tylko by zapełnić swój żołądek, ale też by poznać świat.
    Czytam sobie i czytam ten rozdział i wiesz co Ci powiem? Podoba mi się prostota uczucia Horana, przedstawiona w tym opowiadaniu. Myślę, że to dość prostolinijny chłopak z sercem na dłoni i szczery w tym co robi. Więc co tu się dziwić, że tak szybko zadurzył się w dziewczynie? A po co się jeszcze tym oburzać? Prosto, ładnie i przyjemnie - absolutnie adekwatnie do charakteru bohatera. I niech no tylko ktoś spróbuje się do tego przyczepić, to mu wepchnę swoje zdanie do gardła. xD
    Z kolei Leila też nie opuszcza poziomu. Jej myśli i zachowanie dokładnie odzwierciedlają to jaką jest osobą. Dzięki jej nieufności widzimy, że nadal dotkliwie odczuwa stratę matki i boi się po raz kolejny przywiązać.

    "Obrzucając pokój ostatnim spojrzeniem w ten poranek, wyprostowała swoją granatową spódniczkę w kropki i poprawiła czarny kołnierzyk białej bluzki. Czasami lubiła tak wyglądać - jak normalna dziewczyna" Kuźwa, ja noszę jeansy i koszule. Muszę widocznie zmienić swoją garderobę, bo chyba robię coś źle ze swoim życiem. (żarcik xD)

    Li i Ni są słodcy - on ją podrywa w swoim stylu, a ona udaje obrażoną. Nie ma to tamto. Zakochają się w sobie na amen.

    Dobry jest klimat tego opowiadania, pozwala mi się zrelaksować. Zwłaszcza po mordędze z moimi bohaterami. I tak, wiem. Mówiłam już to ze sto razy, ale będe powtarzać częściej.

    A! I wpis z pamiętnika - jak zawsze ganialny.

    Lofffki i dużo weny, czasu i cierpliwości!

    M.K

    last-direction.blogspot.com
    feedback-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Moment, w którym Niall wiąże Li włosy jest przeuroczy. :)
    Li odrzuca połączenie od Nathana! Jeden zero dla mnie. :3 Jeśli on coś namiesza to obiecuję, że go znajdę i zbiję na kwaśne jabłko.
    Przepiękny opis Waszyngtonu, to niesamowite z jaką starannością opisujesz każde miasto - czuję, że odpływam i naprawdę się tam znajduję. Coś wspaniałego.
    Podoba mi się, motyw z pamiętnikami i chyba się powtarzam, ale to naprawdę oryginalny pomysł. Tylko... Zastanawiam się kiedy i Ni i Li zorientują się kim są. No i jak to będzie wyglądało.
    No właśnie! Gitara Harry'ego. Chyba nie możemy się pożegnać, tak na zawsze z naszym lokatym przyjacielem, prawda?
    Z niecierpliwością czekam na dziewiąteczkę. xo

    OdpowiedzUsuń
  8. Łooooo! Po tym wpisie mamy Lei widzę jak podobni są do siebie Niall i Bobby! Szkoda, że nie Horan Jr. nie wyraził swojego zmartwienia o pracę mieszkańców na głos, może by wtedy coś skojarzyła, kto wie.... Ach, no przecież, nikt nigdy nie myśli! Mogli się domyślać, że idzie jakaś delegacja czy coś, ale co to, spytać nie można? Jejku. To bardzo interesujące skąd Niall umie wiązać tak dobrze włosy... xd Pomyślałam że może ma siostrę, ale nie wprowadziłaś żadnej fikcyjnej siostry, wiec, odpada. O, jeszcze jak odrzuciła połączenie Nathana - serce me raduje sie :D Ta pani co im robiła zdjęcie... przerażająca jest. Dobrze że ci się wydaje że rozdział jest nieciekawy, bo jest naprawdę uroczy! <333 @Malgosiaa_

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy następny rozdział ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za tydzień, lub dwa. Nie wiem jeszcze. Dodałam ten rozdział tydzień wcześniej i wyszło całkiem inaczej niż się spodziewałam.

      Usuń
  10. Swietny ff ;)
    Jestem ciekawa co wydarzy sie dalej ;)
    Czekam na nastepny rozdzil *-*
    @andrejjj99

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział. Mogłabyś mnie informować?? @ClaudiaMitis :D

    OdpowiedzUsuń
  12. jeju to jest takie cudowne <3
    Piszesz tak świetnie, że nie można się od ekranu oderwać
    Czekam na dalszą część:*
    Buziaki:*


    ______________________________
    Wpadniesz do mnie? :D
    Jest dopiero pierwsze opowiadanie i sama chciałabym wiedzieć czy się do tego nadaje ;p
    SOOOŁ WBIJAJ http://polskieimaginyzonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekam na nexta i życze weny!
    Zapraszam do siebie!
    http://i-miss-everything-we-did.blogspot.com/
    http://thinking-empty.blogspot.com/
    http://i-hope-your-heart-is-strong-enough.blogspot.com/
    http://zwiastuny-doublenik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń