niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 13


Cześć moje słoneczka! 
Po pierwsze bardzo was przepraszam, że nie było rozdziału w zeszłym miesiącu, ale musicie mnie zrozumieć, nie jest to spowodowane brakiem moich chęci, lecz brakiem czasu. Ten weekend, jest po prostu jedynym gdzie nie miałam, żadnych ważnych spotkań, wyjazdów, koncertów ani nie muszę AŻ tak bardzo kuć na ten tydzień, ponieważ mam trochę luźniejszy, jednak ten przed świętami wręcz przeciwnie, więc jestem pewna że wciąż wasze blogi będą nie nadrobione - za co również przepraszam. 
Jestem zdziwiona przyznając, że w jeden dzień udało mi się napisać ten rozdział. Nie jest może dokonały, ale z całą pewnością mówi wszystko co chciałam przekazać. Co prawda, dopiero po napisaniu znalazłam notatkę, że mogłabym zrobić, to trochę inaczej, ale to nic, jeszcze wykorzystam pomysł z kartki nie martwcie się. 
Dziękuje za komentarze! Za to, że pojawiają się też nowe osoby, to sprawia że mam jeszcze większą ochotę poświęcać cały (dobra, prawie cały) dzień na rozdział dla was. 
Ah, no i najważniejsze rozdział nie jest sprawdzony, niestety.


WAŻNE! WAŻNE! WAŻNE!
I kolejna ważna sprawa! 
Wszyscy którzy są informowani, chcą nadal być informowani, chcą abym zaczęła ich informować zapraszam do zakładki: INFORMUJĘ.
Mam zamiar stworzyć nową listę. (więc nawet jeśli się niej znajdujecie wpiszcie się, stara lista cała zniknie)

*


Nic nie było tutaj łatwego, wszystko było owiane trudnościami, bo życie jest trudnością. Nikt nie mówił, że będzie prosto; inni może ostrzegali o problemach, ale czy ludzie zwracają na to zawsze uwagę? Nie zawsze.
Leila patrzyła na Nialla, chcąc poskładać do kupy swoje myśli, jednak nie było to proste zadanie. Zaczynała powoli domyślać się, że istnieje możliwość iż ich rodzice się znali. Na dodatek znali się bardzo dobrze. Czuła narastającą panikę, która nie pozwalała jej się skupić, miała ochotę znów zwiać, zamknąć się w sobie i oddać wszystko to, co właśnie chciała poskładać w całość, na zniszczenie.
Jednak nie zrobiła tego. Jej zielone oczy jeszcze przez chwilę wpatrywały się w jego twarz, dokładniej w usta które wypowiedziały, że jego ojciec właśnie tak się nazywa. Bobby Horan. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że blondyn wciąż mocno trzyma ją za ręce uważnie ją lustrując.
- Mówisz… Mówisz serio? – wydusiła w końcu z siebie, przełykając rosnącą w gardle gulę, już zdążyła zapomnieć o czym wcześniej zaczęła mówić i co miała jeszcze zamiar mu o sobie i swojej rodzinie powiedzieć. Czuła jak jego dotyk pali, ale było to przyjemne, chciała oderwać wzrok od jego oczu by spojrzeć na ich złączone dłonie, ale nie potrafiła, ponieważ w jego oczach widziała odpowiedź. Twierdzącą. - Czy to możliwe, że… - zadała kolejne pytanie, niepewnie jakby bojąc się odpowiedzi, co było prawdą, bała się. Jego odpowiedzi, tego co właśnie się działo, tego co było między nimi i rosło z każdą sekundą, bo miała tego świadomość. Oboje mieli świadomość, że dzieje się coś jakby magicznego. Choć magia w realnym świecie nie ma racji bytu, ale oni mieli też swój własny świat, gdzie czary istniały i pozwalały między nimi łączyć swoje nicie, splatając ich.
- Myślę… - Niall zatrzymał się, w jego głowie przewinęły się urywki kilku fotografii, które udało mu się zapamiętać, gdy przeglądali album razem z ojcem. W mieście robiło się coraz chłodniej mimo lata i kiedy zauważył, że Lei przestępuje z nogi na nogę zacisnął wargi zmartwiony i delikatnie pociągnął ją w swoją stronę, wtedy wiatr rozwiał jej długie czekoladowe włosy, a on zobaczył jakby obok stojącą kobietę ze zdjęć, łudząco podobną do dziewczyny stojącej przed nim. I prawie się zachłysnął samym powietrzem rozumiejąc, że zielonooka prawdopodobnie ma rację i wiedząc, że nie może już dłużej się zastanawiać dodał w końcu – Myślę, że tak – Lei westchnęła, spuściła głowę i wyplątała swoje chłodne dłonie z jego ciepłych, ruszając w stronę hotelu. Na jej policzkach pojawiły się czerwone plamy, których nie chciała mu pokazywać, więc pozwalała, by włosy plątały się jeszcze bardziej.
Wiedziała, że idzie tuż za nią, czuła jego obecność jego wzrok wiercący dziury i jak zawsze chcący przeszyć ją na wylot. Nie wiedziała jak powinna się teraz zachować, wszystko pojawiało się w tak zawrotnym tempie, którego nie potrafiła ogarnąć. Odwróciła się więc tylko na parę chwil kierując na niego swój wzrok.
- Świat ostatnio naprawdę nieźle się bawi – Niall słysząc jej głos najpierw poczuł ukłucie, myśląc że Lelia jest zła na wszystko co się ostatnio działo, ale widząc jej uśmiech, piękny szeroki i prawdziwy który namalował się na jej jasno czerwonych ustach, poczuł ciepło, rozlewające się w każdym fragmencie jego ciała. Domyślał się już, że Lei potrzebuje czasu by to wszystko przyswoić i on miał zamiar dać jej tyle czasu ile będzie tylko potrzebowała, może po cichu swoimi nie bardzo widocznymi, ale działającymi sposobami lecząc jej ranę. Ranę która została jak się powoli sądził po mamie.  

~

Od wczorajszego wieczora Leila nie zajrzała do pamiętnika swojej mamy, kiedy tylko o tym myślała robiło jej się gorąco. Zdawało się być tak jakby świat naprawdę chciał, aby ich rodziny się połączyły, a to było już przesadą. Jednak kolejna nieprzespana noc pozwoliła jej przyjąć do wiadomości, że Niall stał się już za dużą częścią jej życia. Co prawda nie rozmawiali aż tak dużo, ale gdzieś w środku niej zdawał się rosnąć niepokój jeśli chłopak miałby ją zostawić. Po prostu nigdy wcześniej nie miała przy sobie tylko jednej z początku tak bardzo obcej osoby, która w ciągu kilku minut, ba nawet sekund wywróciła jej życie do góry nogami. Bo tak właśnie było, Niall sprawia, że wszystko w niej się zmienia, choć może jeszcze sama tego nie wie.
Zawiązała koka na czubku głowy i uśmiechnęła się delikatnie do swojego odbicia w lustrze. Za ścianą słyszała jak ktoś, delikatnie szarpie struny których dźwięki razem układały się w piękną melodie, do której sama nieświadomie zaczęła mruczeć. Wiedziała, że to Niall, bo w końcu wziął ten pokój zaraz obok jej, nucąc pod nosem ruszyła do pokoju wciągając na siebie spodenki i bluzkę z krótkim rękawem, w końcu Miami, nie było miejscem gdzie pada deszcz, aby musiała otulać się płaszczem.
Nie zdążyła zrobić nic więcej ponieważ drzwi do jej pokoju, delikatnie zaskrzypiały, poprzedzającym pukaniem.
- Cześć, idziemy? – zapytał chłopak wystawiając zza drzwi delikatnie głowę. Jego podburzone włosy odstawały w każdą stronę świata co sprawiało, że wyglądał nieziemsko w połączeniu z niebieskimi jasnymi oczami, które radośnie skrzyły się w blasku słońca. Leila przesunęła jeszcze wzrokiem po pokoju od ostatnich w którym była różnił się tylko kolorem ścian i łóżkiem, które było o wiele bardziej wygodne, a no i dywanem który obejmował całą podłogę i był po prostu brzydki, ale dziewczyna starała się nie zwracać na to uwagi. Przytaknęła głową zabierając swoją torbę i wyszli razem. Za drzwiami od razu zauważyła w jego ręce gitarę w pokrowcu, ale nie zapytała dlaczego zabiera ją ze sobą. Minęli wielki hol, a następnie przeszli przez szklane drzwi i znaleźli się na gorącym powietrzu. Od razu zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu drogi, która chociaż w części była skryta w cieniu i Niall złapał Leile za nadgarstek delikatnie ciągnąc za sobą, zielonooka przełknęła ślinę, coś w jej ciele rozlało jakby kubeł gorącej wody, który sprawił że brakło jej oddechu, gdy jego palce ześlizgnęły się i splotły z jej. Nie spodziewała się tego, oszołomiona szła dwa kroki za nim, wpatrując się w ich złączone razem dłonie, ale też nie przeszkadzało jej to. Westchnęła cicho podnosząc głowę, czuła się dobrze przy jego boku, bezpiecznie i odpowiednio. Spojrzała delikatnie w jego stronę, posyłając mu uśmiech, który odwzajemnił kątem ust i wtedy przypomniało jej się…
- Wiesz… jeśli chodzi o Nathana – Niall spojrzał na nią z uniesionymi brwiami, nie do końca rozumiał o co jej chodzi. Czy chce powiedzieć, że nie wypada by trzymał ją za rękę? – Chciałam tylko powiedzieć… - zaczęła się trochę plątać, a potem westchnęła zrezygnowanie – Po prostu byłam zła i zagubiona i… Właściwie nie wiem dlaczego ci to mówię – roześmiała się nerwowo.
- Ja wiem – mruknął obrzucając ją tylko krótkim spojrzeniem, może nie do końca rozumiał każdy fragment tej uroczej osóbki, ale próbował i szło mu chyba coraz lepiej – Myślę, że chyba dogadali by się razem z Ade – puścił w stronę Leili perskie oko na co zaśmiała się głośno i prawdziwie. Całe nerwy opuściły jej ciało, Niall wiedział dobrze co powiedzieć, by nie wciągać ją w podenerwowanie jeszcze bardziej lub nawet skrępowanie, jak potrafił zrobić to Nath.

~

Ich obiad mimo, że byli na Miami przypominał bardziej hiszpańską potrawę, ale oboje równo przyznali, że dawno nic tak bardzo im nie smakowało. Niall mocno trzymał pokrowiec od swojej gitary w jednej dłoni w drugiej trzymał dłoń Leili. Obu serca biły niemożliwe szybko ponieważ, oboje czuli coś czego nie potrafili opisać, ale również nie chcieli aby przestało nawiedzać ich ciało. Nie chcieli się rozstawać ani puszczać, było im dobrze właśnie tak jak było nawet jeśli wyglądali jak prawdziwa para, a wcale nią nie byli. Po prostu ze sobą byli, nie śpieszyło im się żeby się poznać, może dlatego że ich sercom od samego początku wydawało się, że znają się najlepiej na świecie.
- Co powiesz, żeby tam usiąść? – Leila wskazała palcem na murek przy plaży spoglądając prosząco na chłopaka, ponieważ prawda była taka, że nogi powoli jej już odpadały. Nie chcieli w Miami snuć wielkich planów na zwiedzanie, więc po prostu postanowili totalnie poleniuchować, co tak naprawdę przerodziło się w całodniowy spacer.
- Pewnie – radośnie odpowiedział Horan, nawet zbyt entuzjastycznie co wzbudziło podejrzenia u szatynki która zmrużyła delikatnie oczy patrząc na niego i kierując się w stronę przez nią wskazaną. A kilka chwil potem wiedziała już jaka była tego przyczyna. Nawet nie usiedli, a Niall zaczął wyciągać swoją gitarę, a właściwie Harry’ego, którego znała tylko z dzisiejszych opowiadań Irlandczyka. Pozwalała mu mówić, jego głos ją uspokajał i naprawdę pokochała go słuchać, mogłaby to robić godzinami, tak samo jak mogła patrzeć i słuchać jego gry. Ni usadowił się obok niej powoli i uważnie kładąc gitarę na swoich kolanach i pozwalając popłynąć pierwszym dźwiękom które otulały wieczór, ich i ludzi którzy przechodzili obok posyłając im radosne spojrzenia, czasem zatrzymując się na chwilę i przyglądając. Leila przymknęła oczy kładąc dłonie na rozgrzanym murze i odchylając się do tyłu. Połączenie oceanu z palcami Horana przyciskającymi struny było czymś wyjątkowym jeszcze bardziej niż sama muzyka płynąca z instrumentu. Czymś czego nie da się powtórzyć, bo nigdy mimo wielu pozorów nie uda się odtworzyć dokładnie takiej samej sytuacji.
Otworzyła oczy patrząc w niebo i wzdychając, pomyślała o swojej mamie i posmutniała. Wiedziała, że jej rodzicielka wcale by tego nie chciała, aby była smutna właśnie przez nią, ale tak bardzo pragnęła by niektóre zdarzenia odbyły się raz jeszcze, dokładnie tak samo, aby Grace była razem z nią i radośnie uśmiechała się w jej stronę, albo pękała z dumy, roniąc kilka łez jak to matki potrafią. Po prostu chciała się do niej przytulić, poczuć ponownie jej obecność, pragnęła aby życie Grace Sullivan się powtórzyło, a nawet trwało trochę dłużej. Niall przestał grać, nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki nie poczuła jego kciuka na swoim policzku, który starł samotną łzę.
- Coś się stało? – zapytał zmartwiony, jego błękitne oczy ciemniały wieczorem i wyglądały jeszcze piękniej, Lei patrząc w nie czuła jakby wszystkie myśli z niej zostały wyssane. Spuściła wzrok, łącząc swoje dłonie i wyłamując swoje palce, zagryzając wargę. Niall odłożył gitarę i zapiął na zamek czarny pokrowiec odkładając ją uważnie na bok, a następnie wracając do dziewczyny. Czuła, że powinna mu to powiedzieć, że może poczuje się lepiej gdy blondyn będzie wiedział co się środku niej działo. Zawsze była trudną osobą w kontaktach z innymi, dlatego jej mama była dla niej najważniejsza a teraz to tak bardzo bolało, gdy wracało. Chłopak złapał jej dłoń i splótł ich palce razem, ściskając jej dłoń chcąc jakby dodać jej otuchy, bo zdawało mu się, że właśnie tego potrzebowała. Że czekała aż pokaże jej, że może mu powiedzieć wszystko, że ma zamiar powiedzieć mu to co w niej siedzi bardzo głęboko.
Teraz ona zacisnęła jego dłoni i spojrzała na niego spod rzęs, z oczu wypłynęła jeszcze jedna łza, którą starła szybko wolną ręką.
- Po prostu wspominam moją mamę, była mi… najbliższą osobą jaką miałam – powiedziała cicho, jej głos drżał ponieważ nie potrafiła tak prosto z mostu powiedzieć, że jej mama, najlepsza przyjaciółka, człowiek z którym potrafiła rozmawiać normalnie i całe swoje życie nie żyje – A teraz mam ciebie – powiedziała po chwili, nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy, po prostu to pomyślała, a słowa same wypłynęły z jej malinowych ust. Może nie powinna, może za szybko się do niego przyzwyczaiła, a on po prostu traktuje ją jak jakąś znajomą, której chyba musi pomóc, albo może sam nie wie co właściwie z nią robi. To właśnie wtedy Niall ją zaskoczył obejmując mocno i szepcząc do jej ucha
- Cieszę się, że mnie masz, bo ja mam ciebie – Lei uśmiechnęła się delikatnie pociągając nosem i wtulając mocniej w jego koszulę. Przez chwilę siedzieli złączeni, jednak chwilę później dziewczyna odsunęła się kładąc głowę na jego ramieniu, a Niall jak zwykle tego dnia splótł ich palcem. Wiedział, że nie powinien zadawać pytań i tak czuł jak połowa kamienia spada z jego serca, bo znał powód z jakiego jej oczy czasami świeciły bólem i pustką. Leila dziękowała Bogu, no i oczywiście Irlandczykowi  za to, że nie ciągnął jej za język, gdzieś na dnie swojej duszy musiała dobrze wiedzieć, że chłopak ją zrozumie i będzie wytrwale czekał, aż ona będzie potrafiła mu wszystko wyznać.
- Dotykasz mojego serca – mruknęła cicho Leila, trzymając wciąż głowę na jego ramieniu. Po prostu chciała to powiedzieć właśnie jemu, po prostu jakby jakiś impuls ją ku temu pchnął, ale nie żałowała. Księżyc oświetlał przed nimi wodę i piasek tworząc jakby drogę do samego siebie. Szum fal pozwalał im odpłynąć jeszcze kawałek dalej, tam gdzie zatrzymał się czas już na zawsze.
- Co? – spytał Niall jakby wyrwany ze swoich myśli i podnosząc ich złączone wciąż dłonie. Zachichotał cicho, może też trochę nie odpowiednio, ale jej mała dłoń wyglądała przy jego naprawdę minimalnie. Uśmiechnął się pod nosem, zapach jej włosów był tak piękny, że mógłby wdychać go godzinami.
- Powiedziałam, że dotykasz mojego serca – podniosła głową i lekko odwróciła zarumienioną twarz w jego stronę. Jej oczy świeciły się z małą nutką radości, która uszczęśliwiała i uskrzydlała Nialla, choć dziewczyna nie miała o tym pojęcia.
- Jak to? – zapytał zainteresowany, również na nią patrząc, ich twarze były blisko siebie, ale żadne z nich nie miało zamiaru się przysunąć, po prostu patrzyli na siebie i rozmawiali. To im wystarczało, w ich rozumieniu było piękne i magiczne.
- Ponieważ gdy dotykasz mojego serdecznego palca to tak, jakbyś dotykał mojego serca.


Proszę uszanuj moją pracę, każda wasza opinia, komentarz jest dla mnie ważna! :)x
>> Zapraszam was też na ihear-yourname
>>> #fyheartff  - podziel się swoim ulubionym cytatem, myślą, a nawet zadaj pytanie :3

11 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. ? znaki zapytania wiele nie mówią xd

      Usuń
  2. Aww!!!! Cudowne!! Kocham to!! Oni są tacy uroczy!! <333

    OdpowiedzUsuń
  3. O jeej cudowne! To jest taka piękna relacja to co jest między nimi jest wyjątkowe, piękne! 💕💕💕💕😘😘😘👌👌❤❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojejku, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że dodałaś rozdział! Długo na niego czekałam! ♥ Relacja, która połączyła Leię i Nialla jest naprawdę niezwykła. Uwielbiam tego typu znajomości. To takie magiczne, wręcz niueprawdopodobne. Mają niesamowite szczęście, że ich drogi się zetknęły. Ich więź staje się coraz silniejsza. Jestem ciekawa, jak ich podróż dalej przebiegnie. Z pewnością w czasie jej trwanie jeszcze wiele rzeczy się zdarzy. Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci masę weny!

    Zapraszam do siebie: Your perfect imperfections

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj będzie krótko bo muszę się uczyć do kolokwium, przykra sprawa :P. Bardzo podobał mi się ten rozdział. Był... hmm... taki subtelny, myślę, że to dobre określenie. Cieszę się, że sprawa z Nathanem jest powiedzmy załatwiona, uch denerwował mnie ten gość :P No i jestem mile zaskoczona, że Leila nie zrobiła Bogu ducha winnemu Naill'owi żadnej awantury z powodu tego, że ich rodzice się kiedyś spotykali. Ładnie rozegrałaś tę akcję. I to zakończenie, tak bardzo mi się podoba. Fajnie, że nie wyskakujesz tu z jakimiś pocałunkami, tylko wszystko dzieje się tak powoli, w odpowiednim tempie. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, tego co nowego wymyślisz. Będę czekać z niecierpliwością. Mam nadzieję, że uda ci się coś dodać przed końcem roku. I zapraszam do mnie na bloga, niedawno dodałam nowy rozdział, byłoby miło gdybyś zostawiła po sobie jakiś ślad http://help-me-if-you-can-niall.blogspot.com/ :)

    Pozdrawiam
    Krikri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze chciałam napisać, że niedługo postaram się zajrzeć na ihear-yourname. Może znów przykujesz moją uwagę następnym opowiadaniem. Na razie brak mi czasu, żeby rozpoczynać jego czytanie ale kiedy tylko znajdę chwilę to tam zaglądnę :)

      Usuń
  6. To jest piękne ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ktoś mi powinien zabronić czytać na telefonie, bo nie ryzykuję z niego komentarzy, a potem kompletnie zapominam, żeby skomentować rozdział z komputera. Mimo mojej amnezji, mam nadzieję, że coś tam jeszcze pamiętam, soł...
    Cieszę się, że sprawa się wyjaśniła i wszystko jest między nimi okay. Cieszę się, że Leila przyznała się do tego, że spotkała się z Nathanem, tylko dlatego, że była wkurzona i cieszę się, że Niall nie był na nią zły na tą (bądźmy szczerzy) bardzo dziwną reakcję :D
    Teraz jest to rzadkością, dlatego uwielbiam w tym opowiadaniu to, że nie spieszysz się z rozwijaniem relacji Nialla i Leila. Ich przyjaźń jest piękna i cieszę się, że dajesz nam okazję się tym nacieszyć, zanim przerodzi się to w coś silniejszego... bo już wyczuwam między nimi tę chemię :D
    Dużo się "cieszę" w tym komentarzu, ale cóż... naprawdę się cieszę, że wreszcie jest rozdział :)
    pozdrawiam :) xx

    OdpowiedzUsuń